Wydawałoby
się, że mając takie dziecko lat kilka etap książeczek z kolorami i
(chociaż może to mniej oczywiste) przeciwieństwami mamy za sobą.
Czerwonego kwiatka małego i dużego dawno już przerobiliśmy. A tu nagle
pojawia się nowe wyzwanie. Kolory dla zaawansowanych. Czy pomarańcz
jesieni jest bardziej niepokojący od pomarańczu startych marchewek? Albo
która biel jest bielsza? Albo jak żółte są siuśki.I dalej - czy marzenie jest lepsze od rzeczywistości. Albo czym się różni możliwe od niemożliwego.
Czytelnik (słuchacz?) jest potraktowany poważnie. To jest fajne. I nie takie częste, bo łatwiej mówić dzieciem jak do dzieci i z góry zakładać, że nie zrozumieją, więc nie wchodzić w jakieś bezsilne szarości rozczarowania. A Pomelo zmusza do tego, zeby dać dzieciskom materiał do zastanawiania się.Te ksiażki są na raz łatwe i trudne. Można na nich czytać samodzielnie jak się człowiek dopiero uczy, a najlepiej czytać bratu (to daje rodzicowi jakieś 3 minuty dla siebie). Za to mają trudne zestawienia, wymagające przemyślenia, jaka właściwie jest to czerń i co to jest nie wiadomo co. Całe szczęście są ilustracje, które bardzo pomagają wyobrazić sobie niewyobrażalne. A Pomelo jest narysowany bardzo przyjażnie, bez tła, jeśli nie jest potrzebne, czytelnie i ładnie. I z pomysłem.
Fajnie czyta się te książki z 4-5latkami. Dziecko Kwiat przejęte rolą czyta je w miarę samodzielnie. Mały Superbohater słucha jak akurat ma ochotę, podczytując Dartha Vadera ukradkiem.

I są w bibliotece.
Same plusy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz